Dekoracja wnętrz kręci mnie od dawna i nie zapowiada się, by miało się to zmienić w najbliższej przyszłości. To chyba taki etap wczesnej dorosłości, takie „wicie gniazda”. Chodzenie po sklepach z rzeczami do domu sprawia mi dużo przyjemności. A jeszcze więcej daje znalezienie czegoś wyjątkowego. Czegoś, co wpisuje się w mój styl i co uatrakcyjni domową przestrzeń. W ostatnim czasie kupiłam kilka takich rzeczy. Podobają mi się tak bardzo, że po prostu muszę o nich napisać :)

Jak już zapewne wiesz, kocham #marmur. Gdy zobaczyłam na w jednym z internetowych sklepów filiżanki ze spodkami we wzór marmuru, od razu je zamówiłam. Do kompletu dobrałam również talerze deserowe.  Od dawna chodziła mi po głowie ceramika projektu Arne Jacobsena. Elementy kolekcji są białe w czarne litery, stąd nazwa Design Letters. Długo nie mogłam się zdecydować, bo jeden kubek kosztuje aż… 70 złotych. Jednego dnia zajrzałam do sklepu i akurat była promocja, więc kupiłam. Wybrałam kubki z literkami X i Y. Zgadniesz dlaczego?

Kupiłam też kolejną betonową tacę, tym razem prostokątną i średnich rozmiarów, wykonaną przez markę Betonove. Stoją na niej kolejne nabytki – świece. Pierwsza jest z muminkowej serii Muurla, druga od brytyjskiego producenta Urban Apothecary. Świeca Muurla jest przeurocza – ma nakładkę w kształcie kapelusza Tatusia Muminka. Dzięki niej świeca się nie kurzy, gdy nie jest palona.

Ostatnio w H&M Home można znaleźć tyle ładnych rzeczy. Wybrałam czarno-białą poszewkę na poduszkę, która ma graficzny wzór połączony z napisem love. Nie była tania, ale materiał jest naprawdę porządny i myślę, że długo nam posłuży.

Kilka lat temu była modna tak zwana kratka inspiracji. Wtedy jakoś taki pomysł do mnie nie przemawiał. Ostatnio jednak przeglądałam Pinterest w  poszukiwaniu inspiracji i zobaczyłam, jak fajnie taka kratka sprawdza się w domowym biurze. Swoją kupiłam na Allegro. Tablica z literkami to z kolei mini hit z Instagrama. Tak mnie tamtejsze zdjęcia zainspirowały, że i ja sobie taką sprawiłam.

A teraz coś super, czyli genialny kosz na rzeczy do prania! Kosztował bardzo mało, a tak ułatwił mi życie, że aż trudno opisać. Wrzucając do niego brudne ubrania, od razu je segregujemy. Ja noszę tylko rzeczy białe, szare i czarne, Tomek oprócz tego jeszcze niebieskie. Do przegródki dark wrzucamy więc rzeczy czarne, do white oczywiście białe, a do color – szare i niebieskie. Teraz robienie prania to czysta przyjemność! Mega polecam!

Zakupy do domu byłyby niepełne bez czegoś zielonego! Od dawna marzył mi się bananowiec. Pewnego razu wpadliśmy do Leroy Merlin po jakieś śrubki, a tam cały wózek pięknych roślin o tajemniczej nazwie Musa Cavendish. Kosztowały 79 złotych, więc wzięłam od razu. Rośliny z ostatniego zdjęcia, czyli fikusa i dracenę – upolowałam w Biedronce za – uwaga! – 35 złotych za sztukę! Tak, ja też nie wierzyłam, że za tak małą sumę można dostać tak duże i piękne rośliny. Lećcie do Biedry, może jeszcze są!

Po lewej fikus, po prawej dracena

Jak Ci się podobają moje zakupy do domu?

 

Buziaki,

Polub, bo warto :)