Dziś zapraszam Was na ulubieńców. Wśród nich znajdują się zarówno kosmetyki do makijażu, jak i do pielęgnacji twarzy i ciała. Również rozpiętość cenowa jest spora – odnalazłam wysoką jakość w produktach z wyższej półki, jak i tych wyjątkowo przystępnych cenowo. Ulubieńców jest całkiem sporo, więc przechodzę do konkretów.

Mega ulubieńcem są dla mnie pudry do konturowania Make Up For Ever. Zdecydowałam się na dwa najjaśniejsze odcienie Artist Face Color – H100 i S112. H100 to alabastrowa satyna. Używam go jako „matowego rozświetlacza” na kości policzkowe i czasem również w okolicę pod oczami, by ją rozjaśnić. Natomiast S112 to kolor idealny do konturowania twarzy – chłodny, ale nie ziemisty. Pudry są rewelacyjnie napigmentowane i jedwabiste. Praca z nimi to czysta przyjemność – wspaniale się rozcierają i doskonale wtapiają w resztę makijażu twarzy. Jedynym ich minusem jest cena. Jeden wkład kosztuje 109 zł, a do tego trzeba dokupić jeszcze kasetkę. Cena za takie duo wynosi zatem prawie 230 złotych, ale moim zdaniem warto.

Po porażce, jaką okazał się korektor Nyx, z przyjemnością sięgnęłam po korektor Nars Soft Matte. Mam odcień najjaśniejszy, czyli Chantilly. Używam go zarówno pod oczy, jak i na niedoskonałości. Sprawdza się w obu przypadkach. Kosmetyk ma wysokie krycie, nie podkreśla faktury skóry i ma nienaganną trwałość. Będę biec do Sephory, gdy tylko się skończy (na szczęście nie będzie to prędko, bo produkt jest superwydajny).

Mam chłodny typ urody i od dłuższego czasu szukałam produktu do brwi, który miałby odpowiednio zimny odcień. Niestety prawie wszystko okazywało się zbyt ciepłe. I wtedy wpadł mi w ręce cień do powiek Mac. Mam odcień o nazwie Scene. Jest to grafitowa szarość wpadająca nieco w fiolet. Raz pomyślałam, że spróbuję nim wypełnić brwi i od tego czasu nieustannie po niego sięgam. Narysowane tym cieniem włoski wyglądają supernaturalnie.

Pianka do mycia ciała Organique, którą dostałam w prezencie od siostry, okazała się totalnym hitem. Nie zawiera SLS, ma dobry, naturalny skład, ładnie się pieni i dobrze myje bez przesuszania skóry. A do tego obłędnie pachnie! To piękny zapach czystości. Pianka świetnie myje, ale sprawdza się również do golenia. Pozytywnie zaskoczyła mnie też wydajność tego kosmetyku – używam go i używam (i nie oszczędzam), a się nie kończy.

Małym wielkim odkryciem jest dla mnie serum silikonowe Marion Olejki Orientalne w wersji różowej. Nie spodziewałam się, że produkt za dosłownie kilka złotych tak dobrze zadziała na moje włosy. Serum stosuję na mokre włosy od brody w dół. Silikony zabezpieczają włosy przed ciepłem suszarki i przed uszkodzeniami mechanicznymi. Olejek z dzikiej róży i słodkich migdałów pielęgnują. Po wysuszeniu włosy są wygładzone i lekko dociążone, o wiele ładniejsze niż po wielu droższych serach.

Stosuję trzyetapowy demakijaż. Najpierw „rozpuszczam” makijaż czymś tłustym, potem usuwam go za pomocą płynu micelarnego, a na koniec myję twarz z użyciem delikatnego detergentu i wody. Wiele olejków mnie zapychało, ale nie olejek do demakijażu Vianek. Wszystko mi w nim odpowiada – dobry, naturalny skład, skuteczne działanie, ładny zapach, cena i wspomniany brak zapychania. Szczerze polecam.

Ostatnimi, ale nie mniejszymi ulubieńcami są konturówki Golden Rose Dream Lips. Kosztują tylko kilka złotych, a jakością spokojnie dorównują kredkom do ust z wysokiej półki. Łatwo wyrysować nimi kontur ust, bo nie są ani za miękkie ani za twarde. Mają wysoką pigmentację i bardzo dobrą trwałość. Moimi faworytami są trzy odcienie – cielisty 501, koralowy 505 oraz różany 521 (w rzeczywistości kolory są jaśniejsze niż wyszły na zdjęciu poniżej).

A jakie kosmetyki Ty polubiłaś w tym miesiącu?

 

Buziaki,

Polub, bo warto :)