Czas na ulubieńców! W tym miesiącu trochę spóźnieni, ale są! Dużo się u mnie działo, stąd wpis ten ukazuje się dopiero teraz. Maj obfitował u mnie w kosmetyczne odkrycia, szczególnie drogeryjne. Bardzo mnie cieszy, że mogę pokazać moim Czytelniczkom produkty bardzo dobre, a do tego w korzystnej cenie. Będzie trochę o pielęgnacji twarzy, sporo o makijażu oraz o fajnej odżywce do włosów i moim ulubionym ostatnio zapachu. Zapraszam do czytania.

Zacznę od niespodziewanego ulubieńca. Dlaczego niespodziewanego? Bo gdy go kupiłam kilka miesięcy temu, to nie zapałałam do niego miłością. Chodzi o tusz do rzęs Lancome Monsieur Big. Na początku był zapewne bardzo świeży, a przez to trochę za  bardzo jak na mój gust sklejał rzęsy. Wrzuciłam go do szuflady i wyciągnęłam właśnie w ostatnim miesiącu. Zaczęłam robić makijaż oka trochę inaczej i potrzebowałam maskary, która daje intensywny efekt. A Monsieur Big taki daje. Tusz musiał trochę przeschnąć, bo już tak rzęs nie skleja. Podobało mi się w nim również to, że gdy się wzruszyłam w kinie, to nie zrobił mi nieestetycznej pandy, tylko ładnie dał się wytrzeć chusteczką.

Dawno nie pisałam o zapachach! W maju moje serce skradła woda perfumowana Dolce&Gabbana o nazwie l’imperatrice, czyli cesarzowa. To niezwykle świeży, owocowo-kwiatowy, troszkę tropikalny zapach, bardzo dziewczęcy. Myślę, że jest idealny na wiosnę i upalne lato. Koniecznie go powąchajcie, jak będziecie w Douglasie!

Teraz o dwóch pielęgnacyjnych ulubieńcach. Mają świetne naturalne składy i nie kosztują fortuny.  Pierwszy produkt to nawilżająca hydro-esencja do twarzy Bielenda Fresh, a drugi – eliksir pod oczy Lynia. Kupiłam je z intencją stosowania pod kremy, ale kosmetyki te są tak nawilżające, że zaczęłam używać je same. Świetnie sprawdzają się zarówno na noc, jak i pod makijaż.

Przejdźmy do kolorówki. O ile w poprzednich miesiącach sięgałam raczej po matowe róże, to w maju poczułam wiosnę i ciągle używałam rozświetlający wypiekany róż do policzków Milani w kolorze Rosa Romantica. To bardzo, bardzo jasny beżo-róż. Widoczny będzie tylko u osób z bardzo jasna karnacją. Daje piękne policzkom odrobinę koloru i piękne rozświetlenie – idealnie sprawdza się, gdy nie ma się czasu na makijaż, bo nie trzeba już po nim (choć oczywiście można) nakładać rozświetlacza. Do jego aplikacji służy mi pędzel wachlarzowy Zoeva. Niby to pędzel do rozświetlacza, ale ja go lubię używać właśnie do różów.

Nareszcie udało mi się znaleźć produkt do ocieplania twarzy, który jej jednocześnie nie przyciemnia! To Maybelline City Bronzer w odcieniu 100 Light Cool. Nie dajcie się jednak zwieść nazwie odcienia – chłodny to on zdecydowanie nie jest. To bardzo jasny brązo-beż z żółtym pigmentem. Nie da się nim przesadzić, przez co jest idealny dla totalnych bladziochów i/lub osób początkujących w makijażu. Ciekawostka: w Rossmannie kosztuje 46 złotych, a na Zalando – 29 i jeszcze to tego jest darmowa wysyłka :)

Największym hitem miesiąca jest dla mnie paleta cieni do powiek Wet’n’Wild w kolorze ROSÉ IN THE AIR . Kosztowała 34 złote, a jakością spokojnie dorównuje paletom dużo droższym. Cienie mają piękne, nasycone kolory i wysoką pigmentację. Łatwo się rozcierają i ładnie budują. To rewelacyjny drogeryjny zamiennik palety Anastasia Modern Reneissanc! Ostatnio praktycznie jej nie odkładam. Na pewno zajrzę do drogerii Natura i kupię inne kosmetyki tej marki.

Ostatnim, ale nie mniejszym ulubieńcem jest odżywka do włosów Yope Świeża Trawa, którą kupiłam w… Lidlu. Przechodziłam obok regału, zobaczyłam, że produkt ma świetny skład i wrzuciłam do koszyka. Nie miałam wielkich nadziei co do tej odżywki, ale mega pozytywnie się zaskoczyłam! Włosy ładnie się po niej układają, są gładkie, ale nie obciążone – teraz, gdy mam krótkie włosy jest to dla mnie bardzo ważne. Jedyne co mi przeszkadza to zapach – kosmetyk faktycznie pachnie jak świeża trawa.

A jacy są Twoi kosmetyczni ulubieńcy ostatniego miesiąca?

 

Buziaki,

Polub, bo warto :)