Lato mocno wpłynęło na moje kosmetyczne wybory w minionym miesiącu. Postawiłam przede wszystkim na pielęgnację twarzy, ciała i włosów odpowiednio dostosowaną do aktualnej pory roku. Jeśli chodzi o kolorówkę, to makijaż oczu wykonywałam wciąż ulubieńcami maja,natomiast zmianie uległy produkty do makijażu twarzy. Jeśli jesteś ciekawa moich pewniaków, to zapraszam do dalszej lektury.

W lipcu chciałam mieć mocniejsza opaleniznę, więc odłożyłam balsam brązujący Palmer’s i sięgnęłam po mój ulubiony samoopalacz do ciała St Tropez. Mam wersję w piance, którą łatwo się nakłada gąbkową rękawicą tej samej marki (trzeba ją kupić oddzielnie). Aplikację ułatwia dodatkowo kolor pianki – widzimy, gdzie nałożyłyśmy produkt, a gdzie jeszcze nie. Nakładam ten samoopalacz wieczorem przed spaniem, a rano wstaję z piękną oliwkową opalenizną. Nie ma tu ani cienia pomarańczu, dzięki czemu efekt jest bardzo naturalny. Kosmetyki St Tropez są drogie, ale jak najbardziej warte zakupu. Można je dostać stacjonarnie w perfumeriach Douglas lub online.

Stan mojej cery w ostatnich tygodniach nie był idealny. Podejrzewam, że to winna wyższych temperatur, a co za tym idzie zwiększonej potliwości i intensywniejszego wydzielania sebum. Był to znak, by zmienić coś w pielęgnacji. Kupiłam krem Fitomed, a dokładnie krem nr 9 do cery mieszanej. Ma świetny naturalny skład, zawiera między innymi hydrolat z oczaru, olej z kiełków pszenicy, masło kakaowe, wyciąg z nagietka. Słonecznie żółty kolor krem zawdzięcza olejowi marchwiowemu. Kosmetyk ten świetnie nawilża i koi zmiany zapalne. Dwa razy w tygodniu po wchłonięciu kremu Fitomed nakładałam samoopalacz do twarzy Clarins. Jego aplikacja jest banalnie prosta – wystarczy nalać go na wacik, przetrzeć twarz i gotowe. Rano twarz jest ładnie i równomiernie opalona. Kosmetyk dostępny jest w perfumeriach Sephora.

Ok, przejdźmy do pielęgnacji włosów. Choć moim nr 1 wciąż pozostaje peeling do skóry głowy Biovax, to chciałabym polecić też szampon peelingujący Anwen. Dobrze radzi sobie z usunięciem martwego naskórka ze skalpu, porządnie domywa włosy i pozostawia je lekkie i puszyste. Miętowy zapach fajnie sprawdza się podczas upałów. Piękny zapach kokosów ma nowe w mojej kosmetyczce serum na końcówki Dr Sante. Na opakowaniu widnieje „olejek”, ale patrząc po składzie jest to silikonowe serum z dodatkiem oleju kokosowego. Włosy są po nim gładkie i nieobciążone. Nie mogę nie wspomnieć też o nowym egzemplarzu szczotki Tangle Teeser. Igiełki w mojej starej szczotce już się trochę powyginały, więc jak zobaczyłam na ekobieca nową wersję w marmurowy wzór, to od razu wrzuciłam do koszyka.

W lipcu na mojej twarzy pojawiło się kilka niedoskonałości, które w przypływie głupoty rozdrapałam… #bezkomentarza Postawiłam więc na mój absolutnie ukochany podkład Mac Studio Fix. Ładnie kryje, ale bez efektu maski (jeśli nie nałoży się go za dużo) i wytrzymuje nawet najtrudniejsze warunki. To kosmetyk, który zamierzam użyć w dniu swojego ślubu – to chyba mówi samo za siebie. Kupiłam też nowy korektor L’Oreal Infaillable. Jakie on ma krycie! Ludzie!  Ten korektor zatuszuje nawet największe cienie pod oczami, najgorszą krostę, a nawet wymaże Twoje grzechy. Do wykończenia służyła mi mgiełka utrwalająca Urban Decay, która znacząco przedłuża żywotność makijażu.

Buziaki,

Polub, bo warto :)