Czerwiec był dla mnie bardzo pracowitym miesiącem. Testowanie nowych kosmetyków nie było dla mnie priorytetem, jednak udało mi się bardzo polubić nie tylko sprawdzone produkty, ale też kilka nowości. Szósty miesiąc roku był wyjątkowo ciepły, wręcz gorący. Wpłynęło to znacząco na mój sposób wykonywania makijażu, który był prosty, a jednocześnie nie mógł zawieść pod kątem trwałości. Wczesne nadejście lata zmobilizowało mnie też do zwrócenia większej uwagi na pielęgnację ciała. Zapraszam do zapoznania się z kosmetykami, które podbiły w tym miesiącu moje serce.

Niełatwo znaleźć podkład, który utrzymuje się na twarzy podczas upałów, a do tego nie robi na twarzy maski. Wiedziałam, że podkład Dior Backstage Face and Body ma stopniowalne krycie i daje ładny naturalny efekt na twarzy [recenzja -> KLIK]. Ale to, jak ten kosmetyk trzyma się na skórze mimo dużej ilości potu naprawdę mnie zaskoczyło. Siedząc 6 godzin w pełnym słońcu na Świdnik Air Festiwal, poddałam ten fluid ciężkiej próbie. Po powrocie do domu zszokowana stwierdziłam, że cały czas jest na twarzy. I nie wyglądał wcale na znoszony i ciągle pocierany chusteczką. Mega ulubieniec!

To naturalne, że przy wysokich temperaturach skóra twarzy się poci i wytwarza więcej sebum. Najgorsze, co można wtedy zrobić, to położyć na taki syf puder. Nie, nie, nie. Im mniej produktów na twarzy, tym lepiej. Gdy moja buzia zaczynała się świecić przez upał, sięgałam po swój sprawdzony pewniak – bibułki matujące Inglot. Testowałam różne bibułki dostępne na naszym rynki, te tanie i te drogie, ale te są najlepsze. Kosztują sporo, bo aż 29 złotych, ale naprawdę warto je zakupić.

W minionym miesiącu nie miałam ani czasu ani ochoty na skomplikowane i mocne makijaże oczu. Postawiłam na prostotę – bronzer w załamanie, a na całą powiekę mocno metaliczny cień do powiek Paese w kolorze Quartz.  To odcień trochę miedziany, trochę jasnobrązowy – zależy, jak pada światło. W każdym razie pięknie podkreśla zieloną tęczówkę oka. Na policzkach lądował nowokupiony, ale już ukochany róż do policzków Wet’n’Wild w odcieniu Rose Champagne. Ten niepozornie wyglądający w opakowaniu zgaszony kolor daje na policzku piękny satynowy efekt. To mój drugi kosmetyk tej marki i na pewno nie ostatni.

Makijaż oczu i twarzy dopełniał mi w ubiegłym miesiącu błyszczyk Huda Beauty w kolorze Angelic. Wróciłam do niego po dłuższej przerwie i od razu przypomniałam sobie za co go lubię [recenzja -> KLIK]. Piękny różowozłoty kolor oraz metaliczne wykończenie idealnie komponują się z cieniem Paese i różem do policzków Wet’n’Wild. Jest to produkt drogi, ale jak do tej pory nie udało mi się znaleźć w drogeriach nic, co dawało by na ustach taki efekt.

Jako że pogoda zrobiła się totalnie letnia, postawiłam również na trochę mocniejsze niż w maju brązowienie twarzy. Kupiłam w drogerii Natura duo do konturowania I Heart Revolution Shade & Light i zakochałam się od pierwszego użycia. W opakowaniu przypominającym czekoladę mamy dwa produkty – satynowy bronzer w kolorze mlecznej czekolady oraz intensywny szampański rozświetlacz dający efekt mokrej skóry.

Skoro na twarzy miałam mocniejszy bronzer, to wypadało również nieco przyciemnić i ocieplić ciało. Wyciągnęłam swój ulubiony balsam brązujący Palmer’s.   Niby to tylko balsam, ale już po pierwszym użyciu moja blada skóra nabiera pięknego odcienia lekkiej opalenizny. Nałożony dwa dni z rzędu spokojnie daje efekt jasnego samoopalacza, który utrzymuje się do 5 dni. Do tego ładnie równomiernie schodzi nie zostawiając plam czy placków bez koloru. Przed aplikacją balsamu używam niezawodny peeling do ciała Organic Shop. Do wyboru są różne zapachy, ale moim ulubionym jest różany – pachnie jak nadzienie do pączków. Produkt za niecałe 10 złotych, a świetnie ściera martwy naskórek, do tego nawilża, ślicznie pachnie i ma fajny skład. Czego chcieć więcej?

A jacy są Twoi kosmetyczni ulubieńcy w tym miesiącu?

 

Do zobaczenia,

Polub, bo warto :)