Jakis czas temu na rynku kosmetyków do pielęgnacji twarz pojawiła się marka the Ordinary i szybko go podbiła. Powodami jej powodzenia były dobre i krótkie składy oparte na substancjach aktywnych, niskie ceny oraz oryginalne i estetyczne opakowania. Na horyzoncie pojawiła się jednak marka the Inkey List, która również stawia na jakościowe składy, jest przystępna cenowo, wyróżnia się szatą graficzną i… jest dostępna w polskiej Sephorze! Od dłuższego czasu testuję trzy ich produkty i powiem tak: jest moc!

the Inkey List

Glycolic Acid Liquid Toner

Tonik z kwasem glikolowym umieszczony jest w butelce o pojemności 100 ml z odtykanym wieczkiem. Ku mojemu zaskoczeniu kosmetyk łatwo nalewa się na wacik, a ilość płynu można kontrolować. Pomimo niedużej pojemności produkt jest w mojej opinii naprawdę wydajny. Najbardziej jednak pokochałam jego działanie. Uważam, że jest jeszcze lepszy niż jego odpowiednik z the Ordinary.

the Inkey List

Po aplikacji toniku czuję mrowienie. To zapewne zasługa 10% kwasu glikolowego, który w tym stężeniu ma nawilża oraz ma niewidoczne dla oka  działanie złuszczające, a także wspomaga regenerację. Oczyszczające działanie kwasu wspomaga 5% oczaru wirginijskiego wykazuje działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne.

Skład: Aqua, Glycolic Acid, Propanediol, Hamamelis Virginiana Water, Sodium Hydroxide, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Alcohol, PPG-26-Buteth-26, Betaine, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Boerhavia Diffusa Root Extract, Ethylhexylglycerin, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate

W składzie mamy także ekstrakt z korzenia boerhavia diffusa. Jest to przeciwutleniacz, który wykazuje właściwości przeciwzapalne. Tonik the Inkey List ma specyficzny zapach – przypomina środek dezynfekujący, którym pielęgniarki pocierają skórę przed wbiciem strzykawki. To zapewne skutek tego, że dosyć wysoko – bo już w połowie składu – znajdują się fenoksyetanol i etanol. Pełnią one funkcję konserwującą, ale też właśnie dezynfekującą. Dzięki tak intensywnemu oczyszczająco-przeciwzapalnemu działaniu tonik the Inkey List skutecznie poradził sobie z niedoskonałościami, które uparcie pojawiały mi się na linii żuchwy. Produkt w polskiej Sephorze kosztuje 34 złote (aktualnie jest wykupiony), ale można go też dostać na Cultbeauty za niecałe 7 funtów.

the Inkey List

Lactic Acid Serum

Serum z kwasem mlekowym pokochałam, choć nie od pierwszego użycia. Na pudełku znajduje się wskazówka, by stosować je na noc. Tak też robię. Na samym początku zdawało mi się, że kosmetyk nie robi nic oprócz mrowienia. Po pewnym czasie zauważyłam jednak, że skóra zaczęła się wygładzać. Krostki przestały się pojawiać, a delikatne zmarszczki mimiczne wygładziły. Do tego cera była ładnie nawilżona, suche skórki stały się wspomnieniem. Czego to zasługa? Zajrzyjmy do składu.

Skład: Aqua, Lactic Acid, Propanediol, Glycerin, Sodium Hydroxide, PPG-26-Buteth-26, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Ethylhexylglycerin, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Agastache Mexicana Flower/Leaf/Stem Extract

Sziałanie serum jest zasługą połączenia 10% kwasu mlekowego oraz 1% kwasu hialuronowego. Kwas mlekowy w takim stężeniu ma właściwości nawilżające, lekko złuszczające i antybakteryjne. Propanediol, w którym rozpuszczony jest kwas, ma też właściwości nawilżające. O prawidłowy poziom wilgoci w naskórku dba również gliceryna. Kosmetyk przypomina w konsystencji wodę – jest przezroczysty i bardzo płynny. Na całą twarz wystarczą około cztery krople. Po aplikacji czuję mrowienie, a w miejscach, gdzie znajduje się  jakaś krostka lub ranka – nawet pieczenie (ale szybko dosyć znika). Na to nakładam później krem. Efekt? Skóra nawilżona i zmiękczona, taka mięsista w dotyku. Serum kosztuje 39 złotych i jest dostępny online w Sephorze.

 

Przeczytaj:

Kwas hialuronowy – fakty i mity kosmetyczne

the Inkey List

Vitamin C Serum

Serum z witaminą C trochę się obawiałam. Większość kosmetyków z kwasem askorbinowym, które używałam do tej pory, zapychała mnie i powodowała powstawanie małych krosteczek. Produkt przychodzi w tubce o pojemności 30 ml. Ma formę białego, rzadszego kremu. Można to serum stosować rano lub wieczorem. Po kilku próbach zaczęłam je używać tylko rano. Dlaczego? O tym za chwilę.

the Inkey List

Skład tego serum jest ultrakrótki. Jest to właściwie sam kwas askorbinowy w silikonie. Znajdujący się na pierwszym miejscu silikon o nazwie dimethicone jest emolientem suchym, czyli tworzy na powierzchni skóry warstwę uniemożliwiającą odparowywanie wody, a jednocześnie nie tłuści. Zaraz potem mamy witaminę C w 30% stężeniu. I to czuć po nałożeniu – serum wręcz szczypie. Na opakowaniu znajduje się adnotacja, by w przypadku szczypania zmieszać kosmetyk z kremem lub olejkiem. Robiłam tak, a szczypanie nadal było. Utrzymuje się ono całkiem długo – nawet do pół godziny po aplikacji.

Skład: Dimethicone, Ascorbic Acid, Polysilicone-11, Peg-10 Dimethicone

W składzie serum nie ma wody ani innych substancji aktywnych „Silikonowość” serum czuć podczas nakładania. Konsystencja kosmetyku wydaje się przypominać z wyglądu lekki krem, ale przy rozcieraniu czuć jak silikon stawia opór. Tworzy na powierzchni skóry warstwę sprawiająca wrażenie wygładzenia, zupełnie jak silikonowe bazy pod makijaż. Przez to nie bardzo widzę sens nakładać na to jeszcze krem czy olejek – przecież warstewka silikonu utrudni, a może nawet uniemożliwi wchłanianie. Dlatego też albo nakładam serum na krem lub samo, na dzień. Wtedy nieźle się sprawdza pod makijaż. Mam co do tego produktu the Inkey List ambiwalentne odczucia. Z jednej strony jest to pierwsze serum z witaminą C, które mnie nie zapchało. Z drugiej – nie lubię tej silikonowatości, wolę bardziej tłuste i treściwsze konsystencje, zwłaszcza na noc. Kosmetyk kosztuje 39 złotych i także jest dostępny w Sephorze.

the Inkey List

Podsumowując…
Plusy

+ dobre składy

+ przystępne ceny

+ ładne opakowania

+ łatwa dostępność

Minusy

– dostępność tylko online

Dwa z trzech kosmetyków the Inkey List podbiły moje serce. Tonik z kwasem glikolowym uważam za prawdziwą petardę. Powtórzę to raz jeszcze – sądzę, że jest lepszy niż jego odpowiednik z the Ordinary. Również serum z kwasem mlekowym bardzo przypadło mi do gustu. Co do serum z witaminą C – nie wiem, mam mieszane uczucia. Zdecydowana zaletą jest to, że jako jedyne do tej pory serum z witaminą C nie zapchało mnie. Na pewno wypróbuję inne produkty the Inkey List. Na moim celowniku jest serum z kwasem hialuronowym oraz maseczka z białą glinką.

Słyszałaś o kosmetykach the Inkey List?

 

Ściskam,

Polub, bo warto :)