Dziś będę omawiać swoje śmieci. Tak, dobrze przeczytałaś. ŚMIECI. A dokładnie zużyte (bądź nie) kosmetyki, które wyrzucam. Na YouTube nazywa się to „projekt denko”.

Lubię oglądać na Youtube filmiki z serii „Projekt denko”. W jednym video mam od razu recenzje kilku kosmetyków. Co jest jednak najważniejsze – jeśli ktoś zużył całe opakowanie danego produktu, to dobrze go poznał i taka recenzja jest cenniejsza. Pomyślałam, że wpisy o takiej formule byłyby przydatne, więc od pewnego czasu zbierałam opakowania kosmetyków, które miałam wyrzucić. Nie wszystko, co wyrzucam jest całkowicie zużyte, więc nazwa „Projekt denko” ciut mi nie pasowała. Kiedy Tomek zapytał, dlaczego trzymam w szafie siatkę ze śmieciami, odpowiedziałam „To do przeglądu”. I tak oto mamy dziś „Przegląd śmieci”. Ok, to lecimy!

projekt denko

Krem pod oczy czy ślina diabła?

 

Rzadko kiedy coś się u mnie nie sprawdza, bo staram się robić zakupy z głową. Dobieram produkt pod potrzeby skóry, patrzę na skład i tak dalej. Wydawałoby się, że krem pod oczy Ava z ekstraktem z zielonej herbaty i koenzymem Q10 sprawdzi się idealnie. Laboratorium Ava tworzy przecież certyfikowane naturalne kosmetyki o dobrych składach. Krem zapowiadał się obiecująco z pojemnością 30 ml i lekką konsystencją. Miał regenerować, nawilżać i napinać. Nic z tego nie robił. Za to piekł jakby mi diabeł napluł siarką w oczy… I powodował puchnięcie powiek. Próbowałam wielokrotnie i za każdym razem było to samo. Nigdy więcej! Wyrzucam niedokończony.

projekt denko

Najlepszy tonik na świecie! I dwa dobre

 

Znalazłam „swój” tonik – żelowy tonik z tybetańskimi jagodami goji Apis. Ten kosmetyk robi cuda na skłonnej do przesuszeń skórze – łagodzi, nawilża, odżywia, zmiękcza. Leję go obficie na wacik i nakładam na całą twarz łącznie z okolicą pod oczami i powiekami. Jest tak delikatny, że mogę to robić. Ba, to jedyny produkt tolerowany przez moje oczy, gdy uczulą mnie cienie. Tonik ma wygodne opakowanie z pompką, ogromną pojemność pół litra (a do tego jest megawydajny – używałam go prawie rok!) i kosztuje tylko 28 złotych. Kosmetyk idealny.

Przed tonikiem Apis używałam łagodząco-ujędrniający tonik od Purite oraz odmładzający tonik Eo Lab. Oba kosmetyki mają fajne, naturalne składy. Tonik Purite miał wygodną formę sprayu. Ładnie łagodził skórę, po niefortunnym pryśnięciu w oczy nie szczypał. Niestety cena jest wysoka w stosunku do pojemności – 37 złotych za 50 mlilitrów. Jeszcze milej wspominam tonik Eo Lab. Nawilża, zmiękcza, usuwa ściągnięcie, łagodzi i kosztuje 10 złotych. Gdybym nie odkryła tego z Apis, odkupiłabym Eo Lab.

projekt denko

1 x TAK! 1 x Meh 1 x NIE

 

Olejki do ciała Nacomi to stały element mojej pielęgnacji ciała. To dzięki nim nie jestem cała w rozstępach. Do tego pięknie pachną i szybko wchłaniają. Jedyne, co mogłoby być zmienione to opakowanie. Zawsze mam kupionych kilka egzemplarzy, by mi ich nie zabrakło.

Skończyłam też olejek Bielenda Rose Care. Ładnie pachnie, ładnie nawilża, ale „szału nie robił”. Nie jest to zły produkt, taki meh. Nie odkupię, bo w tej samej cenie mogę dostać produkty o składzie lepiej odpowiadającym mojej cerze.

Dotknęłam denka w olejku do demakijażu Nacomi do cery normalnej i mieszanej. Niewygodne opakowanie, zabarwiający umywalkę pomarańczowy kolor, niedostateczne rozpuszczanie makijażu, a przede wszystkim megazapychanie – jestem całkowicie na nie.

projekt denko

Ulubieńcy do włosów

 

Zużyłam do cna moje dwa włosowe pewniaki – ulubioną odżywkę do włosów bez spłukiwania z proteinami kaszmiru i olejem arganowym Nacomi oraz spray termoochronny Inebrya (cały wpis o nim TU). Co tu dużo gadać, oba kosmetyki mają świetne składy i działanie. Kupuję kolejne opakowania zanim się skończą te, których używam.

Skończył mi się też szampon do wrażliwej skóry głowy Clochee. Kupiłam go ze względu na dobry skład. I faktycznie, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza, a włosy są po nim piękne – wyjątkowo gładkie i błyszczące. Niestety jest strasznie niewydajny – 100 ml zużyłam w półtora tygodnia. Za jakiś czas ponownie wydam na niego 45 złotych.

projekt denko

Fajny podkład, fajny korektor, fajny puder

 

Projekt denko nie może obejść się bez kolorówki. Wykończyłam podkład EX1 Invisiwear. Bardzo go polubiłam i często używałam.  Ma on opakowanie typu airless, ale mnie się trafiło zepsute i pod koniec miałam problem z wydobyciem podkładu. Niewydobyta resztka rozwarstwiła się i podeszła wodą. Plusy jednak przeważają: fajny żółto-oliwkowy pigment, bardzo jasny odcień, stopniowalne krycie, naturalne wykończenie przy jednej pompce. Na pewno odkupię, gdy  na Asos wróci kolor nr 1.

Zużyłam też korektor Urban Decay Naked Skin w kolorze Fair Neutral. Bardzo lubiłam go używać w codziennym makijażu. Ma wygodny aplikator jak w błyszczyku, dostatecznie jasny dla mnie kolor, ładnie kryje (ale nie poradzi sobie z bardzo dużymi sińcami), utrwalony pudrem nie zbiera się w mimicznych zmarszczkach. Odkupię, mimo wysokiej ceny 115 złotych za 5 mililitrów. Albo poczekam aż znowu będzie w Sephorze -20%.

Do ostatniego pyłku używałam pudru HD od Make Up Atelier Paris. Spory plastikowy słoiczek z zakrętką w formie solniczki mieścił dużą ilość pudru – 8 gramów, a kosztował 49 złotych (teraz cena niestety podskoczyła do 66 zł…). Na początku używałam go w małej ilości za pomocą pędzla i nie zachwycił mnie. Później jednak zaczęłam go nakładać w dużej ilości za pomocą gąbki, zostawiałam na dłuższą chwilę i  strzepywałam nadmiar pędzelkiem. I tak go pokochałam. Świetny do metody „baking”. I nie zawiera talku!

Aha, skończyła mi się też mgiełka Mac Fix Plus. Używam jej do zwilżania gąbeczek i do spryskiwania twarzy, czasem przed makijażem, czasem po przypudrowaniu. Produkt drogi, ale moim zdaniem wart swojej ceny (w TYM wpis piszę dlaczego).

Kontynuować wpisy z serii projekt denko?

Buziaki,

Polub, bo warto :)