Pracoholizm? Przez ostatnie 10 miesięcy pracowałam 16 godzin dziennie 7 dni w tygodniu. 112 godzin pracy tygodniowo, brak odpoczynku i jakiejkolwiek rozrywki skończył się szpitalem. Szpitalem, z którego wypisałam się na własne życzenie po 30 godzinach. By wrócić do swojej pracy.

 

Mam na imię Ula i jestem pracoholikiem.  Od czterach lat, z roku na rok zwiększałam ilość wykonywanej przez siebie pracy. Aż się uzależniłam.

 

Pracoholizm nieświadomy

 

Pracoholik często nie zdaje sobie sprawy, że ma problem. Tak było ze mną. Praca to moja pasja. Jedna z moich pasji jest moją pracą. To dzięki temu w wieku dwudziestu kilku lat mam dziewięciostronicowe CV. Z jednej strony patrzenie na moje spisane osiągnięcia sprawia mi satysfakcję, a z drugiej często mi się wydaje, że mogłam więcej i lepiej. Zawsze byłam ambitna i aktywna. Uważam, że to, gdzie dojdę i co osiągnę, zależy głównie ode mnie. Nie tracę czasu na marudzenie, staram się działać. Stwarzam siebie. Ta życiowa filozofia w pewnym momencie wymknęła się spod kontroli, światopogląd ceniący pracowitość zaczął mutować w coś, co obróciło się przeciwko mnie. Zamienił się w pracoholizm.

Na początku cieszyły mnie efekty mojej aktywności, zachęcały do dalszego działania. Potem zaczęłam rezygnować ze wszystkiego, co nie wiązało się z pracą. Moje życie towarzyskie przestało istnieć, rozrywka i relaks wydawały się zbędną stratą czasu. Przykład? Pewnego dnia, zmęczona po wielogodzinnej pracy postanowiłam włączyć na laptopie ulubiony serial. Nie minęły dwie minuty, a ja złapałam się na myśli „Jak mnie to oglądanie irytuje, co za marnowanie czasu! Ile można zrobić przez 40 minut!” i wróciłam do pracy.

 

To nie żarty

 

Doszło do tego, że zaczęłam odczuwać cichą pogardę dla sąsiadów, którzy cały dzień spędzają siedząc w ogródku. „Jak można tak cały dzień nic nie robić?!” – myślałam. Oburzało mnie też, że ktoś może optować za zakazem pracy w niedzielę. Myśl, że ktoś mógłby mi zabronić pracy mnie przerażała. Jednocześnie satysfakcja z wykonywanej pracy zmniejszała się. To, co kiedyś było osiągnięciem i powodem do dumy, teraz stało się normą, czymś przeciętnym. Podnosiłam poprzeczkę coraz wyżej. Zaczęłam iść na ilość, tracąc jakość.

Ponieważ część pracy mogę wykonywać w domu, doszło do tego, że potrafiłam kilka dni nie wychodzić, tylko pracować i spać. W takim „cugu” zdarzało mi się zapomnieć o jedzeniu. Intensywnej pracy towarzyszył długotrwały stres, który osłabił mój układ odpornościowy i zaostrzył objawy przewlekłej choroby autoimmunologicznej, z którą się zmagam od liceum. W końcu trafiłam do kliniki chorób wewnętrznych z odddziałem chorób zawodowych (o ironio!). Leżenie i nicnierobienie doprowadzało mnie do szału. Mój pracoholizm wziął górę. Wytrzymałam 30 godzin, po których wypisałam się na własne żądanie i odpowiedzialność. Zgadnij, co zrobiłam po powrocie do domu? Na szczęście mój cierpliwy Tomek cały czas przy mnie trwał.

 

Odzyskać radość

 

W czerwcu byłam zaproszona na ślub znajomej Tomka, Justyny. Panna młoda wyglądała pięknie, ceremonia była wzruszająca, a przyjęcie weselne pełne zabawy i śmiechu. Tylko ja się nie bawiłam, ani nie śmiałam. Ja myślałam o pracy i o tym, jak mnie wręcz boli, że nie mogę w tym czasie pracować. O godzinie 22 dostałam takiej migreny, że musieliśmy wracać do domu. Tomek poszedł przeprosić i pożegnać państwa młodych, a ja siedziałam w samochodzie trzymając się za głowę. W pewnym momencie mnie oświeciło. Dotarło do mnie, że stałam się robotem, że to pracoholizm. Sprawdziłam, spełniłam wszystkie kryteria pracoholizmu. A jeszcze nie tak dawno byłam energiczną i wesołą dziewczyną. Gdzieś w tym ferworze pracy straciłam radość.

Postanowiłam to zmienić, bo nie chcę dłużej być smutna. Chcę mieć czas żyć. Rezygnacja z wielu projektów i obowiązków była arcytrudna, ale dałam radę. Odwyk od nadmiaru pracy jeszcze trochę potrwa, ale jestem na dobrej drodze. Zastanawiałam się, co jeszcze mogłabym zrobić. Miałam w liceum bloga i sprawiał mi on dużo radości. Pamiętam, jak sama nauczyłam się html, samodzielnie robiłam szablony, jaką przyjemność sprawiało mi pisanie notek i wchodzenie w interakcje z pozostałymi użytkownikami. Trzy lata później, w 2010 zrodził się pomysł na thedaltonist, ale odłożyłam go chcąc skupić się na studiach. Teraz przyszedł czas, by ten projekt odkopać i wspomóc nim odzyskiwanie radości.

 

Znasz kogoś, kogo dotknął pracoholizm?

 

Polub, bo warto :)