Nowości nie często trafiają do mojej kosmetyczki. To dlatego, że staram się robić przemyślane zakupy. Przegląd zakupionych produktów pozwoli zweryfikować, czy faktycznie świadomie dokonałam wyboru i stanowi dobrą okazję do podzielenia się pierwszymi wrażeniami z ich użycia.

nowości w kosmetyczce

Zacznijmy od nowości makijażowych. Na co dzień rzadko maluję usta kolorowymi pomadkami, wolę balsamy i pomadki ochronne. Kiedy zobaczyłam na Minti przeceniony balsam w kostce Balmi o zapachu kokosowym, to musiałam wrzucić go do koszyka. Niestety chyba muszę go komuś oddać, bo po posmarowaniu pieką mnie usta. Szkoda, bo tak ładnie wygląda i pięknie pachnie…

Do moich akcesoriów do makijażu dołączył Glamsponge produkowany przez Hanię „Digital Girl”. Od dawna myślałam o wypróbowaniu go. Zbliża się okres jesienno-zimowy, kiedy mam tendencję do przesuszeń, więc kolejna gąbka do nakładania makijażu na mokro wydała się racjonalnym wyborem. Przed pierwszym użyciem obejrzałam filmik instruktażowy dotyczący pierwszego namaczania (tak, istnieje instrukcja namaczania gąbki…) i pomyślałam: „ile z tym  zabawy! Namaczaj, wyciskaj, namaczaj, wyciskaj, wycieraj, namaczaj…”. W praktyce okazało się to znacznie prostsze i szybsze. Narazie tylko raz nakładałam nim podkład, bardzo przyjemnie się go używa i efekt całkiem mi się podoba. Gąbkę z Real Techniques Glamsponge już w mojej opinii przebił, czas pokaże, czy może być poważną konkurencją dla mojego czarnego Beautyblendera. Jak wszystkie rzeczy Hani gąbkę można kupić TU.

Przejdźmy do kolorówki właściwej. Mój ulubiony sypki puder mineralny marki Laura Mercier powoli będzie się kończył, a że kosztuje on koło 200 złotych, postanowiłam spróbować czegoś innego. Po bardzo pozytywnych doświadczeniach z podkładem wodoodpornym zdecydowałam się na puder sypki High Definition Make Up Atelier Paris. Opakowanie zawiera 8 gramów produktu i przypomina małą solniczkę. Choć to tylko 8 gramów, to pudru jest bardzo dużo i wystarczy na długo. Jest on niezwykle drobno zmielony, w opakowaniu ma biały kolor, ale na twarzy jest transparentny. Ładnie zespala się z podkładem i korektorem pod oczami, ale muszę nałożyć go więcej niż pudru od Laura Mercier. Jest on też niestety mniej wygodny przy wydobywaniu, bo nakrętka jest mniejsza i łatwiej puder rozsypać na toaletce. Kosmetyk zakupiłam TU.

Chwilę przed publikacją tego wpisu kurier przywiózł mi paczkę z zamówionym High Coverage Concealer Laura Mercier w kolorze 0.5 (dlatego nie ma go na zdjęciu powyżej). Zdecydowałam się na ten korektor-kamuflaż, bo często pracuję na komputerze nocami i następnego dnia potrzebuję naprawdę mocnego krycia, by nie straszyć. Jest on testowany dermatologicznie i oftalmologicznie, więc powinien być odpowiedni pod moje wrażliwe oczy. Zdążyłam go wypróbować jedynie na dłoni i wstępne wrażenia są takie: baardzo gęsty, trudno go wydobyć z tubki, rzeczywiście wydaje się mieć wysokie krycie, kolor 0.5 jest bardzo jasny o delikatnym brzoskwiniowym odcieniu (ale czy będzie wystarczająco jasny dla mojej cery, to się okaże). Zobaczymy, czy wart jest swojej ceny w internetowym Douglasie.

nowości w kosmetyczce

 

Jeśli chodzi o nowości pielęgnacyjne to są one tylko dwie. Ponieważ skończył się mój tonik-mgiełka od Tołpy (pisałam o nim TU), to postanowiłam wypróbować coś innego, ale też w sprayu. Zdecydowałam się na Facial Toner Yasumi. Słyszałam o nim dobre opinie, a o zakupie przesądził naprawdę dobry (i prosty!) skład. Nie ukrywam, że przemówiła do mnie także estetyka opakowania. Prosty, wręcz minimalistyczny, przezroczysty pojemnik jest też praktyczny – widzę, ile płynu jeszcze zostało. Pierwsze wrażenia związane z tym produktem są bardzo pozytywne. Tonik ładnie pachnie, likwiduje uczucie ściągnięcia na twarzy, nawilża i dobrze się wchłania, nie zostawia lepkiej warstwy. Wykorzystałam go również do zwilżania pędzla do podkładu i także się sprawdził.

Ostatnio miałam też problem z suchą, łuszczącą się skórą na niektórych partiach twarzy. Pomyślałam, że gąbka Konjac z kolagenem może pomóc. Po namoczeniu mięknie i znacznie zwiększa objętość. Używam jej na koniec mycia twarzy, na czystą już skórę (uważam, że tak jest higieniczniej). Przyjemnie i delikatnie masuje i chyba faktycznie pomaga pozbyć się martwego naskórka. Oba produkty zakupiłam w salonie Yasumi w Lublinie przy ulicy Chopina (wejście od Solnej), ale są też dostępne w sklepie internetowym marki.

 

A jak często nowości trafiają do Twojej kosmetyczki?

bye the daltonist

Polub, bo warto :)