To, co może wydawać się ograniczeniem, może też dawać nowe, niespodziewane możliwości. Kolorystyczny minimalizm w szafie okazał się dla mnie prawdziwą rewolucją.

kolorystyczny minimalizm w szafie

 

Minimalizm to modne słowo. Często nadużywane, często używane niewłaściwie. Zatem, czym on właściwie jest? Słownik definiuje go jako „ograniczenie do minimum wymagań, potrzeb, dążeń itp.”. Minimalizm w szafie może oznaczać dwie rzeczy. W celu rozróżnienia nazwijmy je roboczo minimalizmem formy i minimalizmem zakupowym. Ten pierwszy odnosi się do stylu ubierania polegającego na wybieraniu prostych, często wręcz surowych krojów ubrań, zmniejszeniu liczby składników stroju, w tym dodatków. Doskonałym przykładem tak rozumianego minimalizmu jest Ivania Carpio. Natomiast minimalizm zakupowy, o którym ostatnio niezwykle głośno dzięki książce Joanny Glogazy, polega na tym, że – zacytuję autorkę – „kupuje się mniej, a wygląda się lepiej”. W sporym uproszczeniu chodzi o to, by nie podążać ślepo za trendami, nie kupować co sezon stosów nowych ubrań przebrań, a spróbować odnaleźć swój indywidualny, unikalny styl i dokonywać zakupu jedynie rzeczy z nim zgodnych, a przy tym stawiać na ich jakość (a wcześniej oczyścić szafę i zminimalizować liczbę ubrań).

 

Mój minimalizm w szafie

 

Wyróżniłabym jeszcze trzeci rodzaj minimalizmu, który po części łączy elementy obu wcześniej wymienionych i jest dosyć popularny wśród osób pracujących za kulisami świata mody:

 

Minimalizm kolorystyczny – minimalizacja palety barw w garderobie do kilku podobnych i/lub współgrających ze sobą.

 

Paleta barw jako cecha stylistyczna współtworzy charakter stroju. Minimalizm formy zazwyczaj pociąga za sobą także minimalizm kolorystyczny. Nie musi jednak być odwrotnie. Możemy ograniczyć paletę do barw achromatycznych i neutralnych (czerni, bieli, szarości, beży), jednocześnie wybierając różne formy i kroje – zarówno te surowe, jak i dalekie od prostoty. Mój styl właśnie na tym polega. Często podobają mi się rzeczy skrajnie różne stylistycznie, nie czuję się też dobrze w kolorze. W końcu zrozumiałam, że jest wyjście – minimalizm kolorystyczny. Ograniczona kolorystyka w moim przypadku stała się filarem stylu, tym co gwarantuje jego spójność. Nie muszę już chyba wyjaśniać skąd nazwa bloga? ;)

kolorystyczny minimalizm w szafie

Zalety

 

Taka strategia może wydawać się dużym ograniczeniem. To jednak pozory. Minimalizacja palety barw w garderobie ma kilka sporych zalet. Jeśli masz wszystkie ubrania w kolorze czarnym, białym i szarym, to:

  • praktycznie wszystko do siebie pasuje;
  • masz nieograniczoną ilość kombinacji;
  • nie tracisz czasu zastanawiając się, w co się ubrać;
  • segregowanie rzeczy do prania jest łatwiejsze i szybsze;
  • łączenie różnych wzorów i faktur staje się prostsze;
  • trudno nie zauważyć spójności takiej garderoby.

Nie każdego przekonają te korzyści. Warto jednak przyjrzeć się swojej szafie i zastanowić się, czy rzeczy do siebie pasują, czy możemy tworzyć różne zestawy, jak łatwo je łączyć i przede wszystkim – ile czasu zastanawiamy się przez to, w co się ubrać. Jeśli zbyt długo, to czas coś zmienić.

 

Zobacz też:

Dlaczego kocham nosić czerń

 

Skusiłam Cię na minimalizm w szafie?

 

Polub, bo warto :)