Zrobiło się zimno. Na dworze pada deszcz. Słońce chowa się za chmurami i wcześniej zachodzi. Nachodzi cię smuteczek, nic się nie chce. Znam to. To jesienna chandra.

Czym jest jesienna chandra?

Niektórzy nazywają ją „jesienną depresją” lub „depresją sezonową”. To przejściowy stan obniżonego nastroju, zniechęcenia lub „niechcenia” związanego z niższymi temperaturami i mniejszą ilością słońca. Jesienna chandra najczęściej pojawia się w listopadzie, czasie najgorszej pogody w roku, czyli – jak to lubię nazywać – podczas chlapy i ciapy. W tym roku taka aura pojawiła się w Lublinie już w październiku, a moje samopoczucie od razu się pogorszyło. Zrobiłam się rozdrażniona, miałam mniej energii, zaczęłam mieć problemy z koncentracją. Postanowiłam temu przeciwdziałać i zastosowałam sprawdzone w poprzednich latach sposoby na jesienną chandrę. Jest ich łącznie aż dziesięć.

Sposoby na jesienną chandrę:

1. Sukienka + szpilki

Gdy tylko zauważę, że na horyzoncie czai się jesienna chandra, nie pozwalam sobie na legginsy i oversize’owy sweter. Nie, nie nie! Wybieram sukienkę i szpilki. One sprawiają, że czuję się megakobieco. Gdy zakładam taki zestaw od razu czuję się lepiej. Ba, w większości przypadków czuję, że mogę podbić świat!

2. Intensywna pomadka

Na wiosnę i w lecie zdecydowanie wolę bardziej naturalne usta. Jesienią lubię sięgnąć po coś intensywniejszego. To zawsze dodaje mi energii! Moim ulubieńcem jest odcień Flat Out Fabulous od Mac. To kolor, który u każdego wygląda inaczej. Mam bardzo chłodny typ urody i u mnie pomadka ta bardziej wpada w fiolet niż fuksję. Drugim faworytem jest Matte Shaker od Lancome w kolorze Energy Peach. W opakowaniu wydaje się zgaszony, ale na ustach daje czadu.

jesienna chandra

3. Ruch

Choć mi się nie chce, idę potrenować. Po prostu wstaję, przebieram się i wsiadam na rower stacjonarny. Jak popedałuję czterdzieści minut, to od razu czuję się lepiej. Bo ruch = endorfiny. Do tego mam satysfakcję, że zrobiłam coś dobrego dla swojego zdrowia. No, i mogę pozwolić sobie na kawałek gorzkiej czekolady ;). Kiedy mam wyjątkowo zły dzień i wszystko mnie denerwuje, to idę na długi spacer. Po godzinie chodzenia po dworze i dotlenieniu od razu myślę pozytywniej.

4. Relaksująca kąpiel

Na co dzień wybieram prysznic, bo zajmuje mniej czasu. Kiedy chcę sobie dogodzić, robię kąpiel z pianą. Dodaję przeróżne pachnące specyfiki do wanny i moczę się w nich tak co najmniej trzydzieści minut. W tym czasie słucham muzyki, najlepiej downbeat shoegaze lub trip-hop, popijam białe wino lub pina coladę i staram się nie myśleć o problemach. Często też nakładam na twarz maskę w płachcie, moja ulubiona jest z aloesem. Po takiej sesji domowego spa jesienna chandra zazwyczaj znika.

5. Świece + olejki eteryczne

Jesienią i zimą jest zdecydowanie mniej słońca, a to odbija się na samopoczuciu. Dbam o odpowiedni poziom witaminy D, ale i tak brakuje mi światła i ciepła. Nadrabiam te braki paląc świece. Ponieważ zapach domu jest dla mnie superważny, bo to on tworzy odpowiedni nastrój, często sięgam po świece zapachowe. Nie żałuję pieniędzy na wysokiej jakości świece z francuskich, czy brytyjskich domów perfumeryjnych. Jednak moim ostatnim odkryciem jest olejek eteryczny Frezja za zaledwie parę złotych. Wprawdzie z frezją nie ma wiele wspólnego, ale jest tak kojący, że och!

6. Pachnąca pielęgnacja

Kosmetyki pachnące owocami lub kwiatami to fajny sposób na połączenie pielęgnacji z aromaterapią. Mam sprawdzone owocowe kosmetyki o super działaniu, ale wciąż poszukuję kolejnych. Od niedawna używam genialnie pachnących kosmetyków naturalnych robionych na Śląsku. Częściej sięgam po olej kokosowy, który używam na sześć różnych sposobów. Używając pięknie pachnących kosmetyków pielęgnuję skórę i jednocześnie poprawiam sobie humor.

7. Kocyk +  termofor

Nie mogło zabraknąć kocyka! Owijam się w miękki, ciepły koc i od razu mi lepiej! W tym roku do koca dołączył jeszcze termofor. Kupiłam go na wyprzedaży bez przekonania. Długo leżał, ale w końcu postanowiłam go wypróbować. Po pierwszym użyciu plułam sobie w brodę, że tak długo zwlekałam. Teraz nie wyobrażam sobie  bez niego funkcjonowania! W okresie jesienno-zimowym zawsze marzły mi stopy, a teraz nareszcie są zagrzane! #teamtermofor

8. Film lub serial

Gdy doskwiera mi jesienna chandra, nie mogę się skupić na czytaniu. Wybieram wtedy poprawiający humor film lub serial. Moimi wieloletnimi filmowymi ulubieńcami, których mogę oglądać bez przerwy są Poszukiwany, Poszukiwana oraz Asteriks i Obeliks: misja Kleopatra. Nie pogardzę żadnym filmem, do którego dialogi tłumaczył Bartosz Wierzbięta. Ten człowiek to mistrz! (obejrzyj Shreka w oryginalnej wersji angielskiej i w jego polskim tłumaczeniu i zrozumiesz o co chodzi!)  Z seriali natomiast wygrywa Teoria  wielkiego podrywu i Seks w wielkim mieście. Sceny z Samanthą to prawdziwy antydepresant. Aby zmobilizować się do działania oglądam któryś z tych filmów motywacyjnych. Zawsze dają mi mega pozytywnego kopa!

9. Coś pysznego i ciepłego

Ula głodna, Ula zła. Jestem jak bobas – jak nie napełnię brzucha, robię się nieznośna. A jak dopada mnie jesienna chandra, to już w ogóle lepiej nie podchodzić. Coś pysznego i ciepłego zawsze, ale to zawsze poprawia mi samopoczucie. Najczęściej robię  sałatkę z rukolą na ciepło lub migdałowe naleśniki. Albo odwiedzam babcię – jej rosół jest nieziemski, a pierogi przeboskie! Na samą myśl ślinka mi cieknie…

10. Rozmowa z przyjacielem

Punkt ostatni i najważniejszy. Gdyby wszystkie poprzednie kroki zawiodły, to mam pewność, że ten zadziała zawsze. Bo nic nie zastąpi drugiej osoby. Moim najlepszym przyjacielem jest mój narzeczony, możemy leżeć godzinami i rozmawiać o wszystkim. Wtedy jesienna chandra znika zupełnie. I Tobie życzę takiego przyjaciela.

 Jak odróżnić chandrę od depresji?

Bardzo często używa się zamiennie określeń „jesienna chandra” i „jesienna depresja” lub „depresja sezonowa”. Jest to niewłaściwe i może prowadzić do nieporozumień. Chandra jest krótkotrwała i nie utrudnia codziennego funkcjonowania. Nie jest to stan patologiczny i jest powodowany konkretnymi rzeczami – nieprzyjemną jesienną pogodą, życiowymi problemami, itp. Depresja natomiast jest poważną chorobą wymagającą pomocy psychiatrycznej i psychoterapeutycznej. Tak zwany epizod depresyjny trwa dłużej niż cztery tygodnie i nie ma źródeł w  konkretnych wydarzeniach.

Do objawów depresji należą między innymi: płaczliwość, lękliwość, niepokój i napięcie, ciągłe zmęczenie, senność, zmniejszenie aktywności, zmniejszenie zainteresowań, trudności z koncentracją i zapamiętywaniem, poczucie winy i/lub bezsensu, bóle (głowy, brzucha), myślenie o śmierci. Jeśli podejrzewasz u siebie depresję, możesz wykonać test Becka. Skala depresji Becka pomaga w rozpoznawaniu stanów depresyjnych. Trzeba jednak pamiętać, że jest to narzędzie pomocnicze, które nie zastąpi konsultacji z lekarzem i specjalistycznej diagnozy.

Mam nadzieję, że jesienna chandra szybko Ci przejdzie!

Polub, bo warto :)