Była ciemna grudniowa noc, dochodziła północ. W pośpiechu wsiedliśmy do zimnego samochodu i ruszyliśmy z piskiem opon. Po drodze mijaliśmy puste chodniki i ciemne okna. Gdy dojeżdżaliśmy, usłyszeliśmy komunikaty z megafonu. Po zaparkowaniu zobaczyliśmy  zgromadzonych ludzi i wojskowych, którzy próbowali opanować sytuację. To jedno z lubelskich centrów handlowych było strefą wolną od zagrożenia.

Wysiedliśmy z auta i szybko dołączyliśmy do ludzi czekających na wpuszczenie do środka. Przy drzwiach stali uzbrojeni żołnierze i jacyś ludzie w białych fartuchach, chyba medycy. Zgromadzeni zaczynali się niecierpliwić, ale w końcu otwarto drzwi i mogliśmy wejść. Po sprawdzeniu dowodu tożsamości, w przejściu każdy dostawał kopertę. Puste korytarze szybko wypełniały się tłumem. Dziwnie było spędzać noc z nieznajomymi w centrum handlowym.

Przycupnęliśmy obok jednej ze sklepowych witryn, by otworzyć koperty. W środku znaleźliśmy wycinek z gazety, jakieś rysunki i pustą listę haseł. Naszym zadaniem było jak najszybciej je odgadnąć. Mieliśmy czas do czwartej rano. Odpaliliśmy specjalną aplikację w telefonie, w której było tajemnicze nagranie, kolejne wskazówki i pola do wpisania właściwych kodów. Siedząc na posadzce zaczęliśmy analizować materiały, które nam dano. Nie było łatwo.

Inni też byli trochę zdezorientowani. Zaczęliśmy chodzić po centrum handlowym. Mijały nas patrole żołnierzy i spieszący gdzieś sanitariusze. Z głośników dobiegały komunikaty z aktualizacją o rozprzestrzeniającej się po Lublinie chorobie zamieniającej ludzi w zombie. Zauważyliśmy znaki na ścianach. Zaczęliśmy łączyć elementy. Chyba odgadliśmy jedno z tajemniczych haseł. Wprowadziliśmy je do aplikacji, zatwierdziliśmy i… udało się!

Pozostało jeszcze piętnaście. W poszukiwaniu kolejnych znaków musieliśmy chodzić po różnych piętrach, patrzeć na ściany, sufity i podłogi, a potem przejść do innych części centrum handlowego. Tam zaskoczyły nas… zombie! One uciekły lekarzom, a my musieliśmy uciekać przed nimi. I dalej szukać odpowiedzi, na przykład odczytując kod Morse’a w jednym ze sklepów. Udało nam się wszystko rozszyfrować w niecałe trzy godziny. Świetnie się przy tym bawiliśmy. Mega polecam noc zagadek!

Ściskam mocno!

Polub, bo warto :)