Życie

Depresja ciężka. Moje doświadczenia.

Ten tekst miał ukazać się w marcu. A potem w kwietniu, maju… Jest październik i dopiero po tylu miesiącach zebrałam się w sobie, by go dokończyć i opublikować. To właściwie najważniejszy wpis na tym blogu. Jego tematem jest depresja ciężka, czyli najostrzejsza forma zaburzenia depresyjnego. Zdiagnozowano ją u mnie w listopadzie 2015 roku. Po latach walki czuję się gotowa, by opowiedzieć o moich doświadczeniach. To dla mnie niezwykle trudne, ale myślę, że podzielenie się tym będzie dobre dla czytelników, którzy przeżywają trudniejsze chwile w życiu.

Jak się zaczęło?

Przez długi czas wydawało mi się, że wszystko zaczęło się od pracoholizmu, którego „dorobiłam” się między 2013 a 2015. Choć, jak spoglądam wstecz, to jeszcze kilka lat wcześniej dostrzegam subtelne zmiany zarówno w moim zachowaniu, jak i sposobie postrzegania świata. Niepozorne decyzje, jak „dziś zostanę w domu, bo jestem zmęczona” coraz częściej się powtarzały. Coraz rzadziej odczuwałam potrzebę kontaktu z przyjaciółmi. Tym sposobem po dłuższym czasie moje życie towarzyskie zaczęło obumierać, aż w końcu całkowicie przestało istnieć.

Depresja rozwija się niepostrzeżenie. Wydaje ci się, że idziesz po prostej drodze, a tak naprawdę kroczysz w dół po równi o małym nachyleniu. Dopiero po czasie orientujesz się, że tkwisz w głębokim zapadlisku.

Oprócz kontaktów nieświadomie ograniczałam też stopniowo wyjścia z domu. Skończyło się na tym, że wychodziłam tylko na uczelnię poprowadzić zajęcia ze studentami, ewentualnie do biblioteki i sklepu spożywczego, czy maksymalnie dwa razy w tygodniu. Długo nie zdawałam sobie sprawy z tego, że dzieje się ze mną coś złego.  Nie widziałam tego, że łatwo się irytowałam i ciągle odczuwałam smutek, mimo że nie było do niego żadnych powodów.  Ani się obejrzałam, a wszystko przestało mieć sens. Tak się zaczęło. Potem było tylko gorzej.

Depresja ciężka

Jak rozpoznać, że to depresja ciężka?

Skąd wiedziałam, że to depresja ciężka? Nie wiedziałam. Dopiero po dłuższym czasie zdałam sobie sprawę, że z moim zachowaniem coś jest nie tak. Wszystko, co do tej pory sprawiało mi frajdę, przestało dawać mi jakąkolwiek przyjemność, a wręcz zaczęło denerwować. W ogóle przestałam odczuwać jakąkolwiek radość. Najpierw – przez dłuższy czas – było mi ciągle bardzo smutno i wszystko mnie irytowało. Zrobiłam się nadwrażliwa, wroga wobec wszystkiego. Przestałam nad sobą panować – byle co wywoływało u mnie płacz. Wycofałam się ze wszystkiego. Później, zrobiło mi się totalnie wszystko jedno. Było mi obojętne, czy mnie wyrzucą z uczelni, czy jadłam lub nie, czy byłam brudna. Przestałam wychodzić, odbierać telefony, zerwałam wszelkie kontakty. Leżałam tylko, albo spałam w ciemnym pokoju, bo drażniło mnie światło. Coraz rzadziej jadłam, coraz rzadziej się myłam. Wszystko straciło sens, nawet samo życie. Wydawało mi się, że jestem beznadziejna, bezwartościowa, że nic nie umiem, że popełniam tylko błędy. Zapaliła mi się lampka dopiero, gdy zaczęłam się zastanawiać, jak to było by być martwym. Nie wiem, jakby się to skończyło, gdyby nie pilnowali mnie bliscy i nie zdecydowałabym się na konsultacje z psychologiem, a potem z  psychiatrą, którzy zgodnie stwierdzili, że to depresja ciężka.

Jak to jest mieć depresję?

Nie wiem, czy w ogóle możliwe jest opisanie tego, jak to jest mieć depresję. Tym bardziej, że każdy przeżywa chorobę indywidualnie. Depresja może mieć bardzo różne objawy, dlatego tak ważna jest diagnoza psychologiczna i psychiatryczna. Najważniejsze, byście rozumieli, że to stan, nad którym się nie panuje. Nie panujesz nad tym, jak się czujesz. Nie panujesz nad tym, jak się zachowujesz.

Depresja to nie fanaberia. To poważna choroba o podłożu neurologicznym. Osobie z gorączką nie powiesz „weź się w garść” lub „nie przesadzaj”. Dlatego nie mów też tego choremu na depresję.

Radzenie choremu na depresję, by „docenił otaczające go piękno lub to jakie ma  szczęście” to jak powiedzenie osobie niewidomej, by otworzyła oczy i rozejrzała się wokół. No kretyństwo. Z depresją jest jak z wpadnięciem do basenu ze smołą. Niektórzy znajdują wystarczająco siły i woli, by z niego wyjść, niektórym wyjść pomagają inni, a niektórzy nie dają rady, zanurzają się i toną. Grunt to nie oceniać, bo ocenianie jeszcze nikomu nie pomogło.

Depresja ciężka

Jak wygląda leczenie?

Są dwie ścieżki leczenia, które powinny iść ze sobą w parze – farmakoterapia i psychoterapia. O ile przy depresji lekkiej i umiarkowanej mogą  wystarczyć same sesje u terapeuty, to depresja ciężka wymaga leczenia silnymi lekami przepisanymi przez lekarza psychiatrę. Leczenie może trwać od roku do kilku lat. Samo dobranie odpowiedniego leku może potrwać parę miesięcy, bo na pierwsze efekty działania leku trzeba poczekać 14-21 dni. Po tym czasie możemy poczuć się nieznacznie lepiej, tak samo lub gorzej. W tym ostatnim przypadku trzeba zmienić lek. U mnie tak było z pierwszym lekiem. Nie należy się zniechęcać. Podobnie jest z doborem psychoterapeuty i psychiatry. Tu musi kliknąć. Jeśli nam nie pasują, to bez mrugnięcia okiem należy ich zmienić. Ja trafiłam na super psychiatrę, ale zdecydowałam się zmienić psychoterapeutkę. To była dobra decyzja, bo jej następczyni pomogła mi w ciągu paru miesięcy zrobić niebotyczne postępy. Do szukania lekarza i terapeuty polecam stronę znanylekarz.pl.

Czy depresję widać?

Czasem tak, czasem nie. Zależy to od osoby, okoliczności. Ja przez bardzo długi czas ukrywałam depresję. Na zewnątrz, gdy wychodziłam na uczelnię, wydawałam się energiczna i uśmiechnięta. Po prostu nakładałam maskę. To nakładanie maski było ogromnym wysiłkiem zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Dlatego zaraz po przyjściu do domu najczęściej kładłam się spać. Właściwie tylko domownicy wiedzieli, co się ze mną dzieje. Widzieli, że większość czasu leżę w łóżku, gapię się w sufit, nie jem, często płaczę bez powodu.

Smutek może być wymalowany na twarzy. Może być w spojrzeniu lub ujawniać się w tym, że ktoś przestał dbać o swój wygląd lub jakość jego pracy znacząco spadła. Może też być całkowicie ukryty za maską uśmiechu.

Gdy zaczęłam zdradzać wybranym ludziom z zewnątrz, że mam depresję, to właściwie wszyscy byli zdziwieni – koleżanki z uczelni, promotor mojej rozprawy doktorskiej, endokrynolożka. Tymczasem maskowanie depresji jest powszechniejsze niż może się wydawać. Co raz dowiadujemy się z mediów o samobójstwie kogoś znanego, kto – wydawałoby się – miał świetne życie. Tylko choroba, jaką jest depresja nie wybiera i nie patrzy na jakość życia. Możesz mieszkać z milionowej willi z basenem i ukrywać przed światem swoje cierpienie. Mogą cię spotykać liczne nieszczęścia, a ty wciąż możesz mieć w sobie siłę i mimo to być szczęśliwym. Dlatego tak ważne jest byśmy byli dla siebie życzliwi – bo nigdy do końca nie wiemy, co mogą przezywać inni.

Polub, bo warto :)