Gąbki do nakładania makijażu stały się tak samo popularne jak pędzle. Najsławniejszą jest beautyblender. Czy jego znacznie tańszy odpowiednik glamsponge dorównuje mu choć trochę?

Sposobów nakładania  produktów bazowych jest do wyboru kilka. Jedni lubią nakładać podkład i korektor palcami, a puder dołączonym do niego aplikatorem, inni wolą odpowiednie pędzle. Są wreszcie fani gąbek, których większość to wierni użytkownicy beautyblendera. Gąbkę przed użyciem należy zmoczyć. Trzeba też pamiętać, że narzędzie to „połknie” więcej produktu niż gdybyśmy używali palców lub pędzli. Taki sposób nakładania sprawdza się, gdy chcemy osiągnąć naturalny efekt. Nawet jeśli uważnie stemplujemy, gąbka pochłania produkt przez swoją porowatą strukturę. U mnie taki rodzaj aplikacji sprawdza się nadzwyczaj dobrze, jeśli moja skóra ma „suchy dzień” (lub tydzień…), a także gdy chcę użyć ciężkiego podkładu i jednocześnie uniknąć efektu „tapety”. Zamiast moczenia pod kranem, spryskuję gąbkę  przeznaczoną do cery suchej mgiełką Inglota.

 

 Beautyblender czy glamsponge

 Beautyblender

 

Beautyblender jest super miękki i daje piękne, „skóropodobne” wykończenie podkładowi. Producent twierdzi, że po trzech miesiącach należy go wyrzucić, ale nie ma takiej potrzeby, jeśli się o niego dba. Ja mam swój kilkanaście miesięcy i nic się nie dzieje, wygląda na nowy. Uważam jednak na niego ze względu na delikatność materiału, gdybym wbijała paznokcie, z pewnością bym go uszkodziła. Łatwo się go myje, nawet zwykłym mydłem. Jest dobrze dostępny – można kupić stacjonarnie w perfumeriach Sephora lub online w licznych drogeriach internetowych. Jedyną wadą beautyblendera jest cena – 69 złotych.

Glamsponge

 

Glamsponge trafił do mojej kosmetyczki rok temu. Nie jest tak miękki jak beautyblender, przez co trochę mniej przyjemny w używaniu. Efekt, jaki nadaje podkładowi jest bardzo ładny, jednak nie taki sam jak po beautyblenderze. Wydaje mi się, że otrzymuję nim mniejsze krycie. Po roku używania, wygląda jak nowy, nie trzeba na niego tak uważać, bo ma bardziej wytrzymały materiał. Trudniej natomiast się dopiera, prawdopodobnie przez mniejszą porowatość. Za zdecydowany minus uważam dostępność – można go kupić tylko online w Glamshopie. Do ceny 19,99 trzeba więc doliczyć przesyłkę i wtedy nie jest już tak tanio.

Beautyblender czy glamsponge

 

Werdykt? Miękkość, przyjemność w używaniu, efekt po nałożeniu, łatwość mycia i kupna przemawiałaby za beautyblenderem. Glamsponge natomiast jest ponad połowę tańszy. Mimo to, skłaniam się ku beautyblenderowi i polecałabym go osobom dysponującym odpowiednim budżetem. Jesli zaś nigdy nie używałaś gąbek do makijażu, namawiałabym na beautyblender – gdyby okazało się, że gąbki jako sposób aplikacji jednak Ci nie odpowiadają, łatwiej będzie przełknąć 30 złotych niż 69.

Beautyblender czy glamsponge

 

Używasz gąbek do makijażu?

bye the daltonist

Polub, bo warto :)